MELODIA DLA SYNKA

Powiedz mi, jak to jest. Jaka to jest miłość? – pytała czasem koleżanki, które już miały dzieci. Gdy jej szwagierka urodziła syna Andrzeja, pomagała w opiece nad nim. -Bo wiesz, ja za tym tęsknię – mówiła Wiesławie. Marzenie Anny German spełniło się 23 listopada 1975 r., gdy na świat przyszedł Zbyszek. – Nie mogłam się doczekać, kiedy synek będzie coś rozumiał, kiedy będzie mnie poznawał i kiedy będę mogła zaśpiewać mu pierwszą kołysankę – opowiadała artystka. Piosenkę „Melodia dla synka”, która powstała na długo przed tym, jak po raz pierwszy wzięła go na ręce. Był początek lat. 60, gdy wokalistka zadzwoniła do kompozytora Marka Sewena z prośbą, by razem ze Zbigniewem Staweckim, autorem tekstów, napisał dla niej piosenkę. -Wspólnie uzgodnili, że powinna to być kołysanka. Ania już wtedy wy-marzyła sobie synka – wspomina kompozytor w książce Marioli Przyzwan „Tańcząca Eurydyka. Anna German we wspomnieniach”. Utwór początkowo został odrzucony przez radio, nie został nagrany i tygodniami leżał w szufladzie. Wydano go dopiero na jej płycie w 1965 r. Ania sama rozmawiała w tej sprawie z szefem artysty Polskich Nagrań, bardzo o tę piosenkę walczyła, tak jak i o to, żeby zostać nareszcie mamą. Jej sen spełnił się późno. Miała wówczas 39 lat. Za sobą ciężki wypadek, po którym przez trzy lata powracała do zdrowia. Gdy była przy nadziei, lekarz kazał jej odpoczywać, ograniczyć występy, ale ona nie chciała zawieść fanów. Na scenie roześmiana, po zejściu ze sceny leżała w garderobie, nie mogąc wymówić słowa. Już po narodzinach Zbyszka na dwa lata zaszyła się w domu. Występowała sporadycznie.- Nie umiałam powiązać życia zawodowego z obowiązkami matki. Musiałam dokonać wyboru. Ryzykowałam, ale świadomie – przyznała.- Siedzę już dwa lata w domu, wychowuję synka i nie żałuję, bo wydaje mi się, że dla dziecka jest konieczny ten najbliższy kontakt z rodzicami. Płakał, gdy śpiewała. Wiedział, że znów wyjedzie śpiewała mu rzadko. – Nie znosi, kiedy mamunia mu coś tam usiłuje śpiewać. Natomiast uwielbia, kiedy tatuś bierze go w ramiona i okropnie fałszując, śpiewa do snu – wyznała. Zbyszek płakał, gdy zaczynała ćwiczyć, wiedział, że znów wyjedzie… – Mam jeszcze nadzieję, że gdy podrośnie, rozejrzy się po świecie, posłucha muzyki, może mnie polubi – mówiła. Gdy pytano ją, czy marzy, by syn został artystą, zaprzeczała. – Chcę, żeby kochał świat i ludzi, umiał ocenić przyjaźń, umiał znaleźć miłość. Tę jedyną, największą. I żeby był potrzebny ludziom. A ja go będę kochała z daleka. Jeśli będzie mnie potrzebował, zawsze przyjdę z pomocą, tak jak w słowach piosenki, którą mu śpiewam: „Gdy zapomnisz o piosence, zapamiętaj moje ręce, dniem czy ciemną nocą przyjdą ci z pomocą, moje ręce, mały synku mój”. Zbyszek miał 5 lat, gdy Anna dowiedziała się, że jest chora. Do końca starała się być czułą matką. W ostatnich dniach czytała mu jeszcze bajki. Niestety 25 sierpnia 1982 r. choroba ją zabrała. Zbyszek miał wtedy 7 lat. 1 września po raz pierwszy poszedł do szkoły… „Mały synku jakże chciałabym odgadnąć los uśpiony w długim cieniu twoich rzęs. Jakie życie wróży tobie twoja gwiazda, gdzie się szczęście twe znajduje, wiedzieć chcę”. Dziś jej syn jest naukowcem, pracuje w Instytucie Historii Nauki PAN w Warszawie. Rzadko pojawia się na koncertach poświęconych mamie. – To dla mnie zbyt osobiste. Nie chcę, aby łączono mnie z Anną German. Ja to ja i nie potrzebuję żadnego rozgłosu. Nie chcę, aby o mnie mówiono, pisano, kojarzono z karierą mamy – wyznał. Nie ożenił się, wciąż mieszka z ojcem. Ich dom pełen jest pamiątek po Annie. I jej piosenek. Choć dopiero kilka lat temu odważyli się ich posłuchać.

Rafał Podraza

Rafał Podraza

Dziennikarz, poeta, autor tekstów piosenek.

Share on facebook
Facebook 0
Share on google
Google+ 0
Share on twitter
Twitter
Share on vk
VK 0
Share on email
Email
Share on telegram
Telegram