NIE POJADĘ DO SORRENTO

Kiedy w 1970 r. wróciła po strasznym w skutkach wypadku do życia estradowego, jedną z pierwszych piosenek, jaką zaprezentowała publiczności, był utwór „Nie pojadę do Sorrento”, stanowiący muzyczną odpowiedź Anny German na tysiące pytań, którymi zasypano ją w czasie rekonwalescencji. Radość okupiona cierpieniem i bólem Włoska przygoda gwiazdy polskiej estrady była wynikiem przypadku. Oto w 1966 r. do PAGART-u zgłosił się dyrektor Company Discografica Italiana Pietro Cariaggi, który postanowił we Włoszech wylansować naszą artystkę. – Zawsze lubiłam śpiewać piosenki włoskie. Kiedy więc pojawiła się realna szansa na kontrakt płytowy z włoską wytwórnią, nie wahałam się ani minuty. Tym bardziej że zapewniono mnie, iż dla CDI nagrywają najwięksi – pisała German w książce „Wróć do Sorrento?”. Na pewno honorarium, jakie piosenkarka miała otrzymać, przyprawiało w polskich realiach o zawrót głowy i pozwalało jej poważnie myśleć o własnym lokum w Warszawie, gdzie mogłaby zamieszkać z ukochaną babcią i mamą. Podpisano trzyletnią umowę. Wokalistka wyjechała do Rzymu, a CDI rozpoczęła kampanię reklamową. Włoskie gazety zapełniły się zdjęciami pieśniarki znad Wisły. Także tamtejsza telewizja zainteresowała się nowym odkryciem Cariaggiego. Występy na festiwalach w San Remo czy prestiżowym Piosenki Neapolitańskiej sprawiły, że Włosi ją pokochali. Mogło o tym świadczyć przyznanie jej przez włoską publiczność corocznej nagrody „Oskara Sympatii”.
Niestety, marsz ku wielkiej karierze niespodziewanie się zakończył… Samochód, którym wracała w nocy z koncertu, między Bolonią, a Mediolanem wpadł w poślizg i z impetem uderzył w barierkę. Obrażenia były tak duże, że w Polsce wydano jej najbliższym paszporty, by mogli się z nią pożegnać. – Prasa włoska i polska szeroko rozpisywała się o wypadku na Autostradzie Słońca. Lekarze z bolońskiej kliniki robili, co mogli, by uratować jej życie – mówi specjalnie dla „Na żywo” biografka Anny, Mariola Pryzwan. Wielogodzinna operacja,w której wzięli udział najlepsi chirurdzy, zakończyła się sukcesem.Kiedy, minęło bezpośrednie zagrożenie utraty życia, Polskie Linie Lotnicze przetransportowały Annę do Polski. Dochodzenie do zdrowia w Konstancinie zajęło jej prawie trzy lata. – Pamiętam mój pierwszy spacer. Padało. Podtrzymywana przez Zbyszka, zrobiłam trzy kroki. Dla wielu „tylko”, dla mnie „aż”. Jaka byłam szczęśliwa! Uwierzyłam, że znów będę mogła chodzić, znów będę mogła śpiewać wspominała piosenkarka. Kiedy w 1970r. German wystąpiła w kultowym ,Tele-Echu” Ireny Dziedzic, o artystce przypomniała sobie nagle Company Discografica Italiana i, powołując się na podpisany kontrakt, zażądała, by wróciła i kontynuowała włoską karierę. – Annę ogarnęło przerażenie – mówi Pryzwan. Nie chciała tego zrobić. Wiedziała, iż wypadek był tak naprawdę wynikiem skąpstwa Cariaggiego, który by zaoszczędzić na hotelach kazał artystce i kierowcy wracać w nocy ponad 200 km do Mediolanu, gdzie mieściło się CDI. Wiedziała także, że wytwórnia, po wypadku, przestała się nią interesować. Robiła także problemy z wypłatą odszkodowania, które się German należało. Piosenkarka ostro zaprotestowała. Kategorycznie odmówiła powrotu do Włoch. Cariaggi po kilkunastu miesiącach nacisków i straszenia prawnymi konsekwencjami odpuścił. Kiedy Anna dochodziła do siebie, w ramach terapii i odpowiedzi na setki listów, napisała książkę. Prawie w każdym padało pytanie: „Czy wróci jeszcze do Włoch?”. Postano-wiła odpowiedzieć na nie piosenką. Tak powstał utwór ,Nie pojadę do Sorrento”, który zaprezentowała na festiwalu opolskim w 1971 r. Na dźwięk języka włoskiego wpadała w histerię – Ania nie chciała wciąż wszystkim tłumaczyć, dlaczego nie planuje robić tam kariery. Miała traumę. Początkowo na dźwięk języka włoskiego wpadała w histerię. Mimo zaproszeń na koncerty do Włoch nie pojechała. W piosence „Nie pojadę do Sorrento” pada z jej ust jasna deklaracja i odpowiedź: „Nie pojadę do Sorrento, nie chcę więcej wracać tam”. – Szczerze mówiąc, wcale mnie to nie dziwi. Włochy przyniosły jej chwilową radość, ale okupioną wielkim cierpieniem i bólem. Przyczyniły się także poniekąd do jej przedwczesnej śmierci w 1982 r., równo 15 lat po wypadku kończy Pryzwan.

Rafał Podraza

Rafał Podraza

Dziennikarz, poeta, autor tekstów piosenek.

Share on facebook
Facebook 0
Share on google
Google+ 0
Share on twitter
Twitter
Share on vk
VK 0
Share on email
Email
Share on telegram
Telegram