PLANETA ANNA

Gdzieś pomiędzy Marsem a Jowiszem znajduje się asteroida Anna German. Została ona tak nazwana przez radziecką uczoną Tamarę Smirnową, która odkryła ją cztery lata po śmierci polskiej piosenkarki. Pytana przez dziennikarzy skąd taki pomysł, odpowiadała: ,,to dowód mojego szacunku dla tej wspaniałej artystki”. To wydarzenie tak poruszyło Krzysztofa Cwynara, wokalistę, kompozytora i przyjaciela gwiazdy, że postanowił stworzyć tekst „Planeta Anna”. — Tę piosenkę napisała przyjaźń — tak Krzysztof Cwynar rozpoczyna swoją opowieść dla tygodnika „Na żywo”. Poznali się w 1966 r., na Festiwalu w Sopocie. Anna była już wtedy wielką gwiazdą. Krzysztof dopiero zaczynał swoją estradową karierę. Gdy w Operze Leśnej zaśpiewałem „Zawstydzoną”, publiczność domagała się bisu. Reżyser Janusz Rzeszewski nie chciał o tym nawet słyszeć, bał się bowiem, że przekroczy zaplanowany czas koncertu. Publiczność jednak nie ustępowała, wtedy do akcji wkroczyła Ania German. Spokojnym, acz stanowczym głosem powiedziała: „Panie reżyserze, jeżeli Krzyś nie zabisuje, to ja wracam do hotelu”— wspomina artysta. Ponieważ Annie German się nie odmawiało, Cwynar zabisował. To był początek znajomości, która z biegiem lat przeistoczyła się w przyjaźń. Przez kolejne dwadzieścia lat artysta napisał dla Anny kilka piosenek, jedną zaśpiewali nawet w duecie, tworząc dość osobliwą parę. Ona mierząca prawie 190 cm, on — niższy od niej o prawie 20 centymetrów… — Kiedy pokazywano nas razem w telewizji, ludzie próbowali dostrajać obraz, myśląc, że są jakieś zakłócenia! Różnica wzrostu była bowiem bardzo widoczna — śmieje się artysta. Przyznaje, że ich wspólne śpiewanie zaczęło się od… podstępu. Mieli wystąpić z „Podwieczorkiem przy mikrofonie” dla Polonii w Stanach Zjednoczonych. Dopiero w samolocie Anna powiedziała przyjacielowi, że razem zaśpiewają piosenkę „Byleby tylko ze mną”. — Nie miałem wyjścia, musiałem się zgodzić — wspomina kompozytor. Prywatnie zapamiętał ją jako znakomitą kucharkę. Kiedyś odwiedził artystkę przed wspólnym tournee. Anna przygotowywała zapasy jedzenia dla swojego męża Zbyszka, który miał zostać sam przez kolejne dni. Gdy piosenkarz wszedł, na stole zobaczył misę pełną kotletów mielonych. Ponieważ na zewnątrz było chłodno, poprosił Zbyszka, by po-częstował go czymś mocniejszym. Ten uśmiechnął się, po czym szybko sięgnął do barku i nalał dwa drinki. — Usiedliśmy przy stole, rozmawialiśmy, piliśmy i… zagryzaliśmy kotletami. Kiedy po godzinie pojawiła się Anna, w misce były tylko dwa mielone. „Pięknie, przyszedłeś skazać mojego męża na głód?”— spytała, uśmiechając się. — „Aniu” — odpowiedziałem szybko.— „Nie tylko ja jadłem… Ale powiem ci, że jakby nie szło ci w piosence, zawsze masz furtkę. Otworzysz knajpkę. Kotlety mielone Anny German będą szły jak woda!” — opowiada. W 1967 r. Anna była u progu światowej kariery. Podpisała trzyletni kontrakt z włoską wytwórnią, która zamierzała zrobić z niej gwiazdę na miarę Dalidy. Dobrą passę przerwał jednak wypadek samochodowy, jakiemu uległa pod Neapolem. Ledwo odratowana przez ponad rok walczyła o powrót na scenę. Kiedy wydawało się, że wszystko zaczęło się układać, zaatakował nowotwór. W wakacje 1982 r. Krzysztof odwiedził przyjaciółkę w warszawskim szpitalu przy ulicy Szaserów.— Była jak zwykle piękna, wyglądała jakby za chwilę miała wyjść ze szpitala — wspomina. Niedługo po tej wizycie dowiedział się, że jego przyjaciółka nie żyje. — Teraz, kiedy śpiewam utwór „Planeta Anna” na koncertach ludzie się wzruszają. Sam też nierzadko uronię łzę. Do dzisiaj tkwi we mnie niezgoda na tę śmierć. Mam żal do Boga,że zbyt szybko „kazał jej iść po gwiezdnych drogach” — wyznaje wzruszony.

Rafał Podraza

Rafał Podraza

Dziennikarz, poeta, autor tekstów piosenek.

Share on facebook
Facebook 0
Share on google
Google+ 0
Share on twitter
Twitter
Share on vk
VK 0
Share on email
Email
Share on telegram
Telegram